 


Jak być nietypowym tatą
Fajne uczucie. Być tatą. Takim prawdziwym, zamiast mamy. Nareszcie kobiety pozwoliły nam na realizację naszych marzeń. Przez wieki prześladowani, zmuszani do wojen, podbojów, odkryć, królowania, nauki – nareszcie wolni.
Mamy tacierzyńskie, (chociaż program word podczas pisania na komputerze zamienia je na macierzyńskie) i wolność opieki nad dziećmi. Nie musimy chodzić do pracy, przecież można się opiekować dziećmi, a niech mama zarabia. Koniec tej wiecznej walki o zdobycie pożywienia, o pensję, o awans.
My mężczyźni zrozumieliśmy, że życie dziecka jest również związane z naszym, a nie tylko z życiem kobiety, która to dziecko urodziła. Że możemy być przyjacielem a nie żandarmem, przewodnikiem a nie strażnikiem. Oczywiście znacznie utrudnia to relacje i znacząco zwiększa nasze zaangażowanie, ale warto. Jeszcze w XX wieku ojciec czasami widywał dziecko tylko w niedzielę, bo był zbyt zmęczony, albo go to nudziło. Jednak współczesne czasy pokazały, że można przyjaźnić się z dziećmi jak są małe i jak dorosną. Dawać im szansę na radosne przeżycia - nie kiedy tego chcemy, czyli przez 5 minut w sobotę, robiąc zakupy, ale na wspólne gry, wyjazdy, zabawy. Po prostu bycie ojcem jest super . Tak umotywowany rozpocząłem tacierzyńskie. A więc nareszcie odpoczynek.
W nocy podczas karmienia musiałem siedzieć i nie spać – tak się umówiliśmy, żeby poczuć to bycie ojcem i matką jednocześnie. Pomyślałem sobie, że rano odpocznę, ale musiałem wyprasować mamie rzeczy do pracy, a na dodatek mały strasznie płakał, bo chyba miał kolkę. Nie chciał jeść i kilka razy zrobił kupę – a przecież skoro nie jadł - nie powinien. Zdenerwowany poszedłem z nim na spacer, a jak go ubierałem to spociłem się jak na koszykówce, mimo że w ogóle nie biegałem. Po drodze zakupy, ale było już bardzo późno, więc nie zdążyłem przygotować obiadu. Poza tym jak ubierałem młodego to zrobiłem straszny bałagan, zwłaszcza, że on też dołożył swoje. W międzyczasie zadzwoniła moja teściowa i powiedziała, że jutro wpadnie mi pomóc. Koszmar, ale nic, wyjdę na spacer i powiem, że zapomniałem. Zamówiłem na szybko pizzę, ale niestety mama naszego dziecka powiedziała, że ma naradę i wróci później z pracy. Kolejna kupa była pomarańczowa, pewnie po marchewce. Udało mi się trochę sprzątnąć, ale młodemu ulało się na mnie trochę obiadu. Pomyślałem, że mi się też uleje i miałem ochotę wyskoczyć przez balkon, kiedy obudził mnie dźwięk budzika. Uff… To był tylko zły sen. Chwała Bogu idę do pracy i nie jestem na tacierzyńskim. W niedzielę pójdę z dzieckiem na spacer. Przecież mu się coś należy od ojca, który ciężko pracuje. W biurze.
Autor: Tomasz Jarosz, prawnik; tata dwójki dzieci – 13 letniej Niny i 7 letniego Antoniego; wraz z córką pisze książkę: Zaginiony Świat Koni, którą jeszcze przed wydaniem można przeczytać na stronie: www.zaginionyswiatkoni.pl
|
|
 
 
 
|